Gazeta Panorama OPOLSKA Wydawnictwo OPOLMEDIA Kontakt
panorama opolska

Wiadomości z Opola i okolic

Czwartek, 12 grudnia 2019
Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary


Polski Hannibal Lecter chciał mieszkać w Nysie


amal 07.03.2016

W czasie ostatnich wakacji zamierzał przenieść się na Opolszczyznę. Składał podania o pracę jako dziennikarz w gazetach lokalnych, m.in. w "Faktach Nyskich" i bibliotece.


Kajetan P. z Warszawy w ciągu kilkunastu dni stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków. Poszukiwali go członkowie dwóch elitarnych jednostek zwanych „łowcami cieni” i „łowcami głów”, jasnowidze, a nawet wróżki. W 27-latku widziano fikcyjnego filmowego Hannibalu Lectera, który żywił się ludzkim mięsem i częstował nim swoich gości. Z dnia na dzień pojawiały się nowe plotki. Po zatrzymaniu zabójcy w La Valletcie na Malcie i pierwszych przesłuchaniach prokuratura ujawniła szczegóły.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych nie kryli, że po raz pierwszy w karierze spotkali człowieka niemal wyzbytego z uczuć. W czasie ujęcia nie tylko nie protestował, o nic nie pytał, ale nie chciał nawet z nikim się kontaktować: ani z najbliższymi, ani z adwokatem. Próbował jednak dwukrotnie ugryźć eskortujących go policjantów, gdy samolot podchodził do lądowania. Założono mu specjalny kask, jak filmowemu Hannibalowi Lecterowi, który miał go ochronić przed próbą samookaleczenia. W areszcie na warszawskim Mokotowie pozostanie przez najbliższe trzy miesiące. Zadecydowały o tym niemal czterogodzinne zeznania bibliotekarza z Żoliborza.

Od kilku miesięcy Kajetan P. izolował się od znajomych i zerwał kontakt z rodziną w Poznaniu. Prowadził samotny tryb życia, co utrudniało poszukiwania, ponieważ w czasie ucieczki z nikim bliskim się nie kontaktował - poinformował jeden z „łowców głów”.

Opolszczyzna nowy dom?
W czasie ostatnich wakacji zamierzał przenieść się na Opolszczyznę. Składał podania o pracę jako dziennikarz w gazetach lokalnych, m.in. w „Faktach Nyskich”, gdzie chciał się zajmować tematyką związaną z kulturą czy dzienniku regionalnym „Nowej Trybunie Opolskiej”.

Próbował również zatrudnić się w nyskiej bibliotece, proponując prowadzenie zajęć dla seniorów z nauki języka łacińskiego oraz kultury antycznej. Spotkał się z dyrektorką Miejskiej Biblioteki Publicznej w Nysie Joanną Kanin, chcąc ją osobiście przekonać do zatrudnienia. Przez kilka dni mieszkał w nyskim schronisku młodzieżowym i podjął się nawet pracy kelnera w pobliskiej restauracji. W końcu jednak dał za wygraną i wrócił do Warszawy. Na pomysł zabicia człowieka wpadł cztery miesiące później.

Ręczniki wrzucił do prania
Kajetan w czasie zeznań nie ukrywał, że zabójstwo było działaniem celowym, mającym na celu kształtowanie jego osobowości. Stanowiło wyzwanie i próbę samodoskonalenia. Wcześniej stosował długoterminowe głodówki, ćwiczył intensywnie swoje ciało. Jednym z etapów pokonywania własnych słabości miało być właśnie nowe doświadczenie, jakim było zabicie człowieka. Zaplanował je około dwóch miesięcy wcześniej.

Katarzynę J. nigdy wcześniej nie widział. Nie spotkał jej w bibliotece na Woli, gdzie pracował, co podnosiły liczne media. Wytypował ją przypadkowo przeglądając w Internecie listę nauczycieli języka włoskiego. Jego uwagę zwrócił brak zdjęcia profilowego. W czasie przesłuchania dokładnie opisał prokuratorowi sposób wytypowania 30-letniej ofiary - chciał, aby była to lektorka języka obcego, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Dzięki temu mógł swobodnie udać się pod wskazany adres. Umówił się z nią 3 lutego na godzinę 11.00. Godzinę wcześniej zwolnił się z pracy i do mieszkania na Woli przyjechał tramwajem. Radomianka zdążyła zaproponować mu szklankę herbaty i zamienić kilka słów. Nóż wbił w szyję, gdy była odwrócona. Zeznawał, że nie zależało mu na tym, aby cierpiała. Miał przy sobie piłę, którą odciął kobiecie głowę i wsadził do plecaka oraz torbę, do której upchał korpus. Nie kawałkował ciała. Ręcznikami starł krew z podłogi. Przed wyjściem z mieszkanie wrzucił je do prania i włączył pralkę.

Wszystko miał przemyślane - nawet zmianę taksówki, żeby zmylić ewentualne śledztwo. Nie wszystko jednak potoczyło się zgodnie z planem. Jedno zdarzenie zadecydowało o tym, że postanowił wyemigrować na pustynię w Tunezji, gdzie chciał żyć w samotności, rozkoszując się zdobytym nowym morderczym doświadczeniem.
Decyzję o wyjeździe podjął w momencie, gdy taksówkarz zwrócił mu uwagę, że z torby cieknie krew. Znajdował się w niej korpus ofiary. Co prawda wytłumaczył kierowcy, że to półtusza, ale wtedy wiedział już, że nie może zostać w Polsce, bo policja szybko wpadnie na jego trop. Wypłacił 15 tys. zł z banku i zniknął.

Nie chce mieć znanego adwokata
„Łowcy cieni” wyjaśniają, że namierzanie zabójcy zaczęli od przeglądnięcia monitoringu z warszawskiego dworca. Z nagrania wynikało, że 27-latek pojechał do Poznania, a stamtąd do Berlina. Do informacji tej dotarli tydzień po tym, jak Kajetan P. opuścił stolicę Niemiec i wyjechał na Maltę. Do konsulatu tunezyjskiego na Malcie dotarli zaledwie 20 minut po wyjściu z budynku Hannibala z Żoliborza. Próbował otrzymać pozwolenie na podróż do ambasady polskiej w Tunisie twierdząc, że zgubił paszport. Otrzymał jednak odmowę. Nie udała mu się również wcześniejsza próba wykupienia wycieczki do Tunezji bez pokazywania dokumentu tożsamości. Policjanci zatrzymali zbiega na pętli autobusowej, gdy opuszczał pojazd. Został złapany po dwóch tygodniach od ucieczki.

Zrezygnował z usług obrońcy mecenasa Tadeusza Wolfowicza, więc sąd przydzielił mu obrońcę z urzędu. Kajetan nigdy wcześniej nie był notowany. W jego mieszkaniu nie znaleziono kości czy też śladów popełnionej wcześniej zbrodni. Podejrzany przyznał się do zabójstwa, ale nie chciał wziąć udziału w eksperymencie procesowym, mającym odtworzyć jego działania. Grozi mu dożywocie.