Gazeta Panorama OPOLSKA Wydawnictwo OPOLMEDIA Kontakt
panorama opolska

Wiadomości z Opola i okolic

Poniedziałek, 19 listopada 2018
Imieniny: Elżbiety, Faustyny, Pawła


Powtórka z hydrologii


Jan Płaskoń 15.10.2010

Władze Opola mają pretensje do wrocławskich hydrologów, że znów się pomylili. Krytykowani zapowiadają wydanie stosownego oświadczenia. Tymczasem w Warszawie kulminacyjna fala powodziowa przyszła dobę później niż przewidywali zapowiadacze. Hydrolog nie saper - może się mylić nawet do emerytury. Trzynaście lat temu wojewoda opolski też dał się nabrać na bajania bractwa wodnego. O północy powiedział przez radio, żeby ludzie szli spokojnie spać, a o świcie woda zalała pół miasta. Wojewoda jest obecnie prezydentem Opola i doświadczył swoistego déja vu. Przed dwoma dniami w tej samej rozgłośni użył niemal dokładnie tych samych słów. Nazajutrz rano rzeka Odra trzymała się jeszcze jako tako w wałach przeciwpowodziowych. Kilka godzin później poziom wody niebezpiecznie wzrósł. Część miasta zamieniła się w jezioro, a mieszkańców peryferyjnych dzielnic i okolicznych wsi szlag trafił z powodu opieszałości władzy opowiadającej bzdury na antenie radiowej. Hydrolodzy oszacowali błędnie wysokość tzw. czoła fali o niespełna metr. Wystarczyło do zalania kilkunastu miejscowości. "Zamiast ewakuować budzi, zajęliśmy się bezsensownym układaniem worków z piaskiem, bo uwierzyliśmy prognozom" - grzmią służby prezydenckie. "Nie mieliśmy sprawdzonych narzędzi do diagnozowania" - odpowiada Biuro Prognoz Hydrologicznych we Wrocławiu. W tym szaleństwie jest metoda, a właściwie jej brak. Hydrolodzy tłumaczą, że mogli się pomylić, ponieważ od czasu poprzedniej powodzi zmienił się znacznie opolski odcinek Odry, natomiast oni nie mieli możliwości praktycznego przetestowania zabezpieczeń. Teraz już mają. Mogą wykonać bardzo dokładne pomiary w zalanych miejscowościach. Przy kolejnej powodzi znów popełnią błędy, gdyż odcinek niewątpliwe ulegnie następnym przekształceniom. Im bardziej rozwija się nauka i technologie, tym częściej efekty prac służb meteo przypominają wróżenie z kart. Miało być globalne ocieplenie klimatu, a zanosi się na totalne ochłodzenie. Miała Odra z Wisłą odprowadzić niemal bezkolizyjnie wody do Bałtyku, a tymczasem szaleje powódź, która już wyrządziła większe straty niż kataklizm przed trzynastu laty, nazwany zmyłkowo powodzią stulecia. Przez trzynaście lat wzmacniano wały przeciwpowodziowe, wybudowano kilometry nowych zabezpieczeń, prognostycy szkolili się i kupowali nowoczesny sprzęt. Wychodzi tymczasem na to, że jeden góral, który umie czytać znaki natury, jest nieraz sprawniejszy od armii meteorologów i hydrologów. Pewnie dlatego, że ma w sobie pokorę, której brakuje specjalistom zaopatrzonym w tony komputerów i programy zastępujące zwykłe myślenie.