Gazeta Panorama OPOLSKA Wydawnictwo OPOLMEDIA Kontakt
panorama opolska

Wiadomości z Opola i okolic

Wtorek, 13 listopada 2018
Imieniny: Arkadii, Krystyna, Stanisławy


Przeżyć podziemne Arado


Ilona Miluszewska 28.10.2015

Najpierw postarać się trzeba o ausweis. Z dokumentem ustawić się dwójkami i poddać kontroli wartownika z karabinem w niemieckim mundurze. Wreszcie jesteśmy za bramą.


Przenosimy się w wojenne lata 40. ubiegłego wieku. Zwiedzamy podziemia z agentem polskiego wywiadu. Ma on wykraść tajne informacje i rozwiązać tajemnicę tego miejsca. My mamy pomagać. Dookoła czyhają niemieccy żołnierze, ale udaje nam się uniknąć zagrożenia. Do czasu! Nagle drogę zastępuje nam trzech uzbrojonych hitlerowców! Tylko cud może nas uratować… Co było dalej? Długo by opowiadać, ale przeżyliśmy.

„Projekt Arado - Zaginione laboratorium Hitlera” w Kamiennej Górze to nietypowa trasa turystyczna, łączy historię i przygodę. Ma uczyć i bawić.

Zgromadzone w podziemiach eksponaty są autentyczne. W skrzyni leży karabin na pierwszy rzut oka podobny do kałasznikowa AK 47. To niemiecki StG44 (Sturmgewehr) projektu Hugo Schmeissera, pierwszy karabin szturmowy na świecie. Dalej widzimy pistolet maszynowy MP 40 i szczątki niemieckich Mauserów. Całość tej broni została znaleziona w Raszowie i oddana do Arado przez saperów.

- Okolice Raszowa to najbardziej zanieczyszczony niewybuchami teren w Polsce - opowiada oprowadzający po kompleksie Arado Jacek Trybuła. - Według statystyk saperów - na metr kwadratowy przypada tam 6 pocisków artyleryjskich. I to nie z czasów wojny… Niemcy bowiem oddali te tereny bez strzału. Tę mnogość broni miejsce zawdzięcza Armii Czerwonej, która w latach 1946-47 wywoziła wszystko z dolnośląskich magazynów i wysadzała w Raszowie. Ale tak oszczędzała na ładunkach wybuchowych, że w latach 70. co trzecia rodzina miała na strychu, w piwnicy, w ogródku zakopany działający karabin. Wybuchy były w tamtym czasie na porządku dziennym. Co ciekawe jest tu najmniej zgłoszeń niewybuchów w Polsce. Nawet nie trzeba za bardzo kopać, żeby coś znaleźć. Pociski moździerzowe można tam zbierać jak grzyby.

W podziemiach można także oglądać produkowany w fabryce amunicji w Antonówce granat szklany, złożony z dwóch fiolek, z dwoma substancjami, które po rozbiciu i zmieszaniu produkowały masę dymu, a stosowane były głównie przeciw czołgom.

Jest też zestaw do MG 42 (Maschinengewehr 42), niemieckiego, ciężkiego karabinu maszynowego: lufa zapasowa, skrzynki na amunicję, nabijarka do taśmy i najpopularniejsza broń przeciwpancerna - granatnik pancerfaust.

Dość rzadkim eksponatem jest podwieszany zapasowy zbiornik na paliwo, montowany na Messerschmittach Bf 109 i Bf 110. W całości wykonany z aluminium, z napisem - „to nie jest bomba, oddając go na komendę policji dostaniesz 10 marek”. Niemieccy rolnicy jednak, zamiast oddawać zbiorniki, przecinali je na pół i robili sobie kajaki.

Jeden z najcenniejszych eksponatów - używana m.in. w Powstaniu Warszawskim - rycząca krowa - broń typowo psychologiczna - silnik bomby wytwarzał potworny huk przypominający ryk wściekłej krowy.

W Arado jest także niedokończony jeszcze projekt wyrzutni V3, tzw. stonogi. Będzie w pełni interaktywna, będzie strzelać. Jeden z robotników przymusowych w Kamiennej Górze, który przyjechał tutaj wiosną 1944 roku wspominał, że prace nad wyrzutnią już trwały. To jedyny świadek, żadna dokumentacja bowiem nie ocalała i nikt inny tego potwierdza.

To co słyszymy w czasie zwiedzania podziemi Arado to relacje świadków weryfikowane historią. Podziemia w Kamiennej Górze drążono od roku 1944, pracowali tutaj robotnicy przymusowi. Dziennie potrafili wydrążyć dwa metry chodnika. Wiadomo że pracowali 12 godzin na jedną zmianę. Nie wiadomo ilu ich było.

Podziemia w Kamiennej Górze to pięć kompleksów, cztery na obrzeżach miasta (ul. Wiejska, ul. Jedwabna, ul. Lubawska i ul. Katowicka) i jeden w środku, aktualnie pod centrum handlowym Kaufland. Ten ostatni prawie w całości skończony, brakowało już tylko 2 metrów. Całość miała prawdopodobnie zostać zagospodarowana na schrony przeciwlotnicze.

Od 1933 r. połowa mieszkańców Kamiennej Góry pracowała w lesie, obok osiedla Antonówka, 6 km od miasta, nad budową fabryki makaronu. Do końca wojny ludność cywilna była pewna, że właśnie makaron się tam produkuje. W rzeczywistości od 1943 roku była to jedna z największych fabryk amunicji na Dolnym Śląsku - ok. 50 idealnie zamaskowanych budynków. Wiadomo, że w 1938 roku fabryka już funkcjonowała. Niemcy produkowali tam zapalniki AZ 23, pociski artyleryjskie i w mniejszym stopniu amunicję karabinową i pistoletową. Niektórzy opowiadają, że produkowano tam też sztylety ozdobne - kordziki, ale nie jest to fakt potwierdzony.

Do 1944 roku ludzie w Kamiennej Górze nie odczuwali frontu, choć już w 1942 roku przeniesiono tutaj biura konstrukcyjne i produkcję podzespołów lotniczych firmy Arado. Biura znajdowały się w fabryce tekstylnej Grunfelda.

W 1944 roku przeniesiono do Kamiennej Góry trzy zakłady fabryki łożysk tocznych Kugelfischer z Schweinfurtu, zbombardowanej w roku 1943. Pracowała tam i ludność cywilna, i jeńcy wojenni, i więźniowie obozowi, i robotnicy przymusowi, każdy kto był do pracy zdolny. W relacji jednego z więźniów była też mowa o produkcji części do U-Bootów.

Wiele jest plotek i domysłów, o pociągach wjeżdżających do podziemi, o podziemnych fabrykach… Ale żadnych skarbów jak dotąd nie znaleziono.

W sezonie 2015 przez dwa letnie miesiące przewinęło się przez to miejsce 30 tys. turystów.