Gazeta Panorama OPOLSKA Wydawnictwo OPOLMEDIA Kontakt
panorama opolska

Wiadomości z Opola i okolic

Wtorek, 13 listopada 2018
Imieniny: Arkadii, Krystyna, Stanisławy


Przepis na podbój Bałtyku (cz. 3)


Agnieszka Malik 05.09.2014

Za nami pozostało Niechorze z łodziami rybaków i Sarbinowo, które mało co nie pochłonęły fale.Teraz docieramy do Mielna, gdzie morze jest na wyciągnięcie ręki.


Ruszamy w kolejną podróż po polskim wybrzeżu. Przebyliśmy już ponad 80 kilometrów. Dzikość plaż zachwyci samotników i romantyków. Tymczasem kilkadziesiąt metrów dalej rozpoczyna się część klasycznie turystyczna pełna małych kawiarenek z widokiem na spieniony Bałtyk.

Mielno - rarytas dla wielbicieli historycznych miejsc

Składniki na dwa noclegi:
„Resort Baltivia” w Mielnie; gospoda „Obora” w Bobolinie; latarnia, zamek i pałac „Apollo” w Darłowie.

Wykonanie:
Pierwsze kroki kierujemy na mieleńskie molo pełne restauracji, pubów i wrzawy. Dzięki kamerce internetowej można pomachać rodzinie, jedząc gofra czy też rybkę. Kilka metrów od gwarnej plaży znajduje się dom kryty strzechą. To jeden z najstarszych budynków, który dziś zamieniono na resort wypoczynkowy. W czasie remontu na jednej z belek znaleziono wyryty rok: 1908.

Po wojnie mieścił się tu ośrodek zdrowia, ale legendarną historię obiektu zdradzają goście, którzy odwiedzają Mëllen - jak przed 1945 roku nazywano miejscowość. Turyści z Niemiec opowiadali, że budynek należał do Maxa Schmelinga, wybitnego niemieckiego boksera wagi ciężkiej. Pupilek Adolfa Hitlera i mistrz Europy odnosił trumfy w latach 30. XX wieku. Goebbelsowska propaganda stawiała go za przykład zwycięstwa rozwijającego się nazizmu na świecie. Mit Schmelinga rozsypał się w 1938 roku. W czasie czystki żydowskiej w swoim berlińskim pokoju hotelowym ukrył dwóch nastoletnich synów przyjaciela Dawida Levina. Gdy prześladowania ucichły, pomógł im wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Jeden z nich, Henry, został słynnym właścicielem sieci hoteli i w 1989 roku zaprosił byłego boksera do Las Vegas, aby podziękować mu za uratowanie życia. Mistrz świata wszechwag z 1936 roku nie zgodził się również na rozwiązanie kontraktu z Joe Jacobsem, menadżerem żydowskiego pochodzenia czy też odmówił wstąpienia do partii nazistowskiej. Gdy popadł w niełaskę führera często przebywał w Mielnie, które od 1804 roku było własnością jego rodziny.

Zapewne nie raz patrzył z balkonu dzisiejszej „Baltivi” na wzburzone morze. Pragnął, aby Mielno stało się słynnym uzdrowiskiem. Jako przewodniczący Mieleńskiego Związku Kąpielowego, sprzyjał też budowie pływalni z podgrzewaną wodą. Jeszcze do 1881 roku obowiązywał oficjalny zakaz kąpania się mężczyzn i kobiet w morzu, którym wyznaczano odpowiednie pory, jak również nie wolno było podchodzić na 50 kroków do przebieralni. Dziś atrakcją Mielna jest możliwość wspólnego wykąpania się w Morzu Martwym. Do basenu sprowadzono specjalnie nasyconą wodę, z której walorów zdrowotnych korzystają turyści z całej Europy.

Wyprawa polskim wybrzeżem nie byłaby kompletna, gdyby ominąć latarnię morską czy też stare zamczysko. Oba historyczne zabytki znajdują się w Darłowie, które jest idealnym miejscem postojowym w drodze do kolejnego miejsca przystankowego w Ustce.

Zanim jednak dotrzemy do celu, warto zatrzymać się w Bobolinie, oddalonym od Mielna o 37 kilometrów. Gospoda mieści się w najprawdziwszej oborze, która funkcjonowała jeszcze kilkanaście lat temu. Na ścianach nie brakuje zdjęć właścicielki, która jako dziecko zapędzała krowy z pola. Niepowtarzalna jest baba ziemniaczana, według własnego przepisu, zapiekana z camembertem, gorgonzolą, obsypana twarogiem, wiórkami ostrego sera z żurawiną oraz sosem czosnkowym. Do tego najprawdziwszy kompot i można ruszać do Darłowa.

Przed wybuchem II wojny światowej niemieckie dowództwo prowadziło tu tajemnicze działania. Ich sensu nie rozszyfrowano do dziś. W mocno strzeżonym porcie projektowano żelbetonowe statki, a do prac brano jeńców wojennych. Stworzono również tajny poligon, do którego można było dojechać zarówno wybudowaną specjalnie na tę okoliczność szosą, jak i pociągiem. Tu właśnie koncern Kruppa stworzył działa kolejowe. Najsłynniejszym była Dora, mająca zasięg 40 kilometrów, obsługiwana przez ponad 500 żołnierzy. Tuż nad brzegiem morskim warto zaglądnąć do latarni, przejść się morskim wybrzeżem i dotrzeć do pałacu „Apollo” z XIX wieku, który jest jedynym takim obiektem, usytuowanym na samej plaży.

Miłośnicy trochę starszej historii powinni odwiedzić zamek, który stoi niemal w centrum miasta, mimo że dawniej znajdował się poza obrębem 15-metrowych murów. Po dwóch potężnych fosach i nurtach Wieprza pozostało jedynie wspomnienie i opowieści o najsłynniejszych mieszkańcach twierdzy: królu trzech państw i zarazem korsarzu Eryku I oraz księżnej Zofii, która rzekomo przekonała Kazimierza Jagiellończyka, że powinna zostawić męża z powodu jego sympatii do Krzyżaków.

Przyjście na świat Eryka I Pomorskiego w 1382 roku przyjęto w darłowskim zamku z wielką radością. Był to jedyny - jak się później okazało - syn księcia Warcisława VII. Służki plotkowały po kątach, że malec urodził się w czepku. Faktycznie już kilka lat później uśmiechnęła się do niego fortuna. Królowa duńska Małgorzata I, siostra jego babki, straciła cztery lata wcześniej 17-letniego syna Olafa II, jedynego następcę tronu. Eryk zrobił na niej tak dobre wrażenie, że go adoptowała, aby utrzymać ciągłość linii rodowej.

W wieku 7 lat chłopiec został królem Danii, Szwecji i Norwegii, ale dopiero po śmierci Małgorzaty I - już jako trzydziestolatek - objął samodzielne rządy. Podobno jego żona była pierwszą w Europie kobietą, która do ślubu poszła w białej sukni. Za pieniądze uzyskane z posagu Filippy, córki króla Anglii Henryka IV Lancastera, Eryk I wybudował silną flotę. Zaczął jednak rządy od strategicznych błędów. Koniecznie chciał odzyskać dla Danii księstwo Szlezwik. Po wojennych potyczkach zyskał miano awanturnika i barbarzyńcy, gdyż na jednej z wysp kazał zabić wszystkich mieszkańców. Podobno przy życiu pozostał tylko jeden człowiek.

Ostatecznie Eryk został pozbawiony wszystkich trzech koron. Duńczycy zarzucali mu też szokujący dla ówczesnej obyczajowości związek z Cecylią, pokojówką zmarłej żony. Osiadł na wyspie Gotlandia i zaczął wieść żywot morskiego zbójnika. Sytuację chciał załagodzić kolejny król Danii Krzysztof, oferując Erykowi stałą pensję i drogie prezenty, które wiózł mu na statku. Nagła burza zmieniła wszystkie plany: statek roztrzaskał się na skałach, a król ledwie uszedł z życiem.

W 1449 roku Eryk I wrócił do Darłowa, gdzie spędził ostatnie dziesięć lat życia. Podobno przywiózł ze sobą wszystkie zrabowane skarby i ukrył je w tutejszym zamku. Po jego śmierci krążyły opowieści o złotej trumnie, w której został pochowany. Pogłoski zweryfikowało samo życie. W 1734 roku po pożarze zawaliła się krypta. W cynowej trumnie króla odkryto jedynie figurkę gołębia z czystego złota. Nie wiadomo, czy pochodził on z dawnych bogactw władcy, czy może był pamiątką po zmarłej w wieku 30 lat Cecylii.

Miłosnym uniesieniom nie oparła się również księżna Zofia, która podobnie jak Eryk urodziła się w darłowskim zamku. Gdy miała 11 lat, umarł jej ojciec książę Bogusław IX, a władzę przejęła matka Maria.

W dojrzałym wieku Zofia została żoną księcia Eryka II, następcy zdetronizowanego po trzykroć króla. Małżeństwo od początku pozbawione było uczuć. Po pobycie na mężowskiej wyspie Wolin przeniosła się z powrotem do rodzinnej rezydencji w Darłowie. Tam też w 1461 roku przybył jej małżonek z prośbą o wstawiennictwo u polskiego króla. Księżnej udało się udobruchać Kazimierza Jagiellończyka, który nie chciał wybaczyć Erykowi II przymierza z Krzyżakami. Cierpiały na tym ziemie pomorskie, które bezlitośnie łupiły zakonne wojska. Kronikarz Jan Długosz odnotował, że Zofia wyznała władcy, iż męża uważa za zdrajcę i właśnie dlatego nie chce z nim dzielić zarówno sypialni, jak i zamku.

Nie dodała tylko, że już dawno znalazła pocieszenie w ramionach Jana z Maszewa, którego nominowała kanclerzem dworu. Rycerz był tak oddany swojej pani, że wypowiedział posłuszeństwo księciu Erykowi II i przeprowadził się do Darłowa. Zamieszkał w kamienicy, która stała przy dzisiejszym skrzyżowaniu ulic Powstańców Warszawskich i Morskiej.

Bogusław X Wielki, pierworodny syn księżnej Zofii i Eryka II należał do największych władców rządzących Pomorzem. Nie wiadomo, dlaczego domniemywa się, że nie był wychowywany na zamku w Darłowie, tylko ze względów bezpieczeństwa w chłopskiej chacie. Otrzymał najlepsze wykształcenie, ponieważ na wawelskim zamku królewskim nauki udzielał mu sam kronikarz Jan Długosz. Ogłady i dobrych manier uczył się razem z synami króla Kazimierza Jagiellończyka. Zaowocowało to sprawnymi rządami, śmiałymi reformami i walką z grabieżcami czyhającymi na drogach. Dzięki temu zyskał przydomek Wielki.

W 1654 roku po śmierci Bogusława XIV, ostatniego księcia z linii Gryfitów, twierdza przeszła w ręce Brandenburczyków. Poważne zniszczenia spowodowały dwa wielkie pożary w 1679 i 1680 roku. 70 lat później w dawnych komnatach urządzono skład soli i magazyny. W czasie podbojów napoleońskich na początku XIX wieku zorganizowano w Darłowie szpital wojskowy, a później w jednej części - więzienie, a w drugiej spichlerz zbożowy. Już w 1930 roku zapadła decyzja o utworzeniu w zniszczonych murach muzeum. Zaraz po II wojnie światowej wojnie otwarto je ponownie.

Więcej o urokach polskiego wybrzeża:
Niechorze - pierwsze danie pełne latarniach atrakcji
Na zaostrzenie apetytu Sarbinowo
Ustka - smakowitość pełna bunkrów i tajemnic